sobota, 26 grudnia 2015

Szkocja

 Dziś mijają dokładnie 2 miesiące odkąd dotknęłam pięknej, szkockiej ziemi, czas leci tak szybko, że trudno mi jest w to uwierzyć! W Anglii odliczałam dni do końca pobytu, tu nawet nie chcę wiedzieć kiedy wracam, chcę maksymalnie wykorzystać czas, który mam a nie wiem ile mi go zostało - i tak jest nawet lepiej.

 Mieszkam teraz w Giffnock - 15 min pociągiem do serca Glasgow (ewentualnie 1h spaceru - jak kto woli :) ). Moja host family jest przecudowna! Mam kochanego 2 latka, 7 i 11 latki dziewczyny. Hości - cudowni, kochani, mega pozytywne osoby! Pracuję różnie, to zależy, czy ojciec jest w domu, czy pracuje (przeważnie 3 tyg wolnego w domu i 3 tyg pracuje na morzu). Tak, mam czasami całonocną opiekę nad całą 3, ale jakoś radzę, właśnie dzięki najstarszej 2. Mega dobrze wychowane, chociaż wiadomo, zdarzają się kłótnie między nimi. Dostaję 80 funtów tygodniowo za ok. 30h pracy, ale płacą mi za dodatkowe godziny a także zawsze w restauracji, gdy wychodzimy razem. Niby to tylko 2 miesiące, ale oni sprawiają, że czuję się tu lepiej niż w domu.

 Szkocja różni się od Anglii dosyć mocno - inny akcent, inne zachowanie ludzi, budynki,  a co ważniejsze inna pogoda i krajobrazy. Pogoda jest tu okropna! Odkąd tu jestem było ok. 5 całych słonecznych dni, może z 10 dni, w którym słońce wyszło na chwilkę, a reszta to deszcz i okropny wiatr. Serio, deszcz tu to jak miód na serce, wiatr jest okropny, a połączenie tych dwóch daje niesamowity efekt splątanych włosów, brak świadomości gdzie idziesz, połamane gałęzie i depresyjny nastrój. A jeśli masz zamiar wyjść z makijażem niewodoodpornym to równie dobrze tuż przed wyjściem możesz rozsmarować sobie ten tusz na twarzy, serio parasolka go nie uratuje, bo po prostu ona z kolei przegrywa z wiatrem. Ale za to widoki rekompensują wszystko! Morze, góry, wodospady, skały. Coś pięknego, nie do opisania. Do Glasgow jeżdżę prawie co weekend, czasem częściej - przeważnie na zakupy :D Byłam też 2 razy w Edynburgu i raz w Aberdeen. Stolica Szkocji jest przepiękna!!! Polecam wybrać się do parku Holyrood, jeśli lubisz męczące spacery, które wieńczą piękne widoki i przeżycia! W Aberdeen zachwyciło mnie morze, które widziałam pierwszy raz w życiu a do tego miałam to szczęście, aby zobaczyć fokę! Oczywiście nie obyło się bez masy muszelek w kieszeni. + byłam z rodzinką w Londynie.

    Kilka ciekawostek + dobre rady:

- W Szkocji wszystkie recepty, które wypisze lekarz są w 100% za darmo. Spray do gardła? - proszę bardzo, nic nie płacisz! Ale za to ciężko jest dostać antybiotyk - trzeba być na prawdę baardzo chorym. (Miałam okazję się przekonać).
 - Co jakiś czas specjalne firmy myją okna za darmo...
 -  Alkohol jest sprzedawany tylko w określonych godzinach!
 - Gdy usłyszysz podczas rozmowy słowo 'edinbra' to wiedz, że tak wymawiają Edinburgh :D
 - I taka ciekawostko-dobra rada - czasami akceptują np.w kinie karte 'Euro 26' i możesz trafić na zniżkę dla uczniów i np. zamiast 10f za film, zapłacić 7. Warto zapytać. :)
 - Ludzie mają tu obsesje na tabliczki z napisami itp. (Co ja też lubię!)
 - Czekolada i cukierki są tu okropne! Tęsknię za michałkami :(
 - Mają tu cudowne masła orzechowe (jak i w Anglii) - 100% z orzechów itp.
 - Tak jak w USA możesz kupić gotowane jajka :D
 - Często są super promocje zarówno na żywność jak i ubrania, buty, kosmetyki. Normalne tu są kupony rabatowe.
 -  Nie tolerujesz laktozy?  Don't worry! Pełen wybór produktów niemal w każdym sklepie coś znajdziesz i to za cenę porównywalną do produktów mlecznych. (jak i w Anglii) Najczęściej jest to firma 'Alpro', ale polecam też wybrać się do sklepu 'Holland&Barrett' gdzie są produkty bez laktozy innej firmy (ale równie dobre).
 - Tak, możesz spotkać tu faceta w 'spódnicy' ;)


 - Jeśli wybierasz się tu na dłużej to zaopatrz się w płaszcz przeciwdeszczowy i dobre buty.
 - Jeśli chcesz zaoszczędzić - taniej wyjdzie, jeśli kupisz rajstopy, skarpetki stopki w Polsce. Może nie są tu drogie, ale po przeliczeniu na złotówki w Primarku (jeden z tańszych sklepów odzieżowych) ceny wychodzą może nie kosmiczne, ale zawsze to różnica - za rajstopy średniej jakości zapłacisz ok. 12 zł (2 funty). Lepiej też kupić lepszy aparat fotograficzny w Pl, tu po przeliczeniu wychodzi drożej, chyba że trafisz na dobrą promocję.
 - Jeśli lubisz cukierki i ciastka na wagę to porządnie się z nimi pożegnaj - tu nie znajdziesz! Jedynie może w jakimś polskim sklepie, a bynajmniej w okolicy Glasgow i Edynburga jest ich sporo.
 - Zaopatrz się w kosmetyki wodoodporne! + warto kupić niektóre w Polsce, bo przeważnie wychodzą tu drożej.

 Jak sobie coś jeszcze przypomnę to napiszę to w następnym poście.












video
video







wtorek, 20 października 2015

Rezygnacja z agencji APC

 Nikomu nie życzę tej sytuacji, ale może znajdzie się taka sama dusza, która będzie zmuszona zrezygnować z usług  agencji i przydadzą się jej te informacje.

  Podpisując umowę byłam zobowiązana do wyjazdu od 3.08 do 1.11.2015 r. Jak już wiecie nie udało się tego zrealizować. Istnieje w takim wypadku opcja przedłużenia poszukiwań - podpisujecie nowy aneks, który obowiązuje przeważnie 3 miesiące. Niby jest to ok, ale nie w moim wypadku. Profil w APC mam od 19.02.2015 r. a room może być otwarty rok, po tym czasie APC go usuwa.
 Jadąc do Szkocji jestem zobowiązana zostać z rodziną przynajmniej pół roku, oczywiście jeśli się dogadamy, a więc wyjechać do US mogłabym dopiero w drugiej połowie maja/czerwca.  No i teraz życie na krawędzi, kolejna presja - czy zdążyłabym znaleźć rodzinę na czerwiec już w lutym? Jasne, że są takie przypadki, jasne że się da, ale ja już nie potrafię być taką optymistką, tym bardziej, że gdybym nie znalazła rodziny do tego 19.02 musiałabym dostarczyć dla Gawo papiery z IE (uzupełniłam tylko do APC), a jeśli bym tego nie zrobiła -a wiem, że nie zrobiłabym tego bo prawdopodobnie będę za granicą  - straciłabym zaliczkę. Tak więc jedyne wyjście, by odzyskać część zaliczki jest niepodpisanie aneksu. Po powiadomieniu Gawo o tym, dostałam w odpowiedzi plik z prośbą o nieprzedłużanie poszukiwań. Musiałam to podpisać, podać nr. konta na które mają przelać 230 z 350 zł...  Pieniądze dojdą w ciągu 7 dni roboczych od otrzymania papierku w biurze.

 Z ciekawości zapytałam co w wypadku, gdybym postanowiła kolejny raz aplikować do nich, czy mogłabym wykorzystać referencje dotyczące opieki nad dziećmi, które dostarczyłam im do biura? - Nie, musiałabym dostarczyć nowe... Chyba następnym razem będę aplikować do Apia i CC. Dziewczyny, polecacie te agencje? Która wywarła na Was lepsze wrażenie? Będę wdzięczna za Wasze opinie! :)

 
 Może czas na moje podsumowanie współpracy z Gawo - mimo wszystko polecam. Najtańsza agencja w Polsce, dobre podejście do kandydatki, szybkie odpowiedzi na nawet najgłupsze pytania. Jednak są bezsilni w przypadkach jak mój. Zraziłam się nie do nich, a do APC.

 Szczerzę, czuję się teraz wolna, bez presji, że muszę wyjechać za miesiąc, do Halloween, do końca roku. Polało się wiele łez, gdy w kalendarzu widniały coraz to kolejne daty wylotu, które wcześniej zaznaczałam w roomie, a ja zamiast na lotnisku byłam w domu. Może los tak chciał? Chyba nie żałuję, nie mogę się doczekać kraju ścieżek dla pieszych - Szkocji! Chyba zedrę sobie całe podeszwy!


 And now just don't worry be happy!







niedziela, 18 października 2015

Zmiany

 Dawno nic nie pisałam, w sumie nie miałam co. W ciągu 7 miesięcy miałam 2 zainteresowane rodziny. Awesome. Koniec. Miałam moment,że chciałam całkowicie zrezygnować, nadal się waham. To już pewne, że nie wyjadę w tym roku. Dziwne uczucie - jeszcze pół roku temu byłam pewna, że w sierpniu zobaczę USA, zacznie się moja przygoda. Niestety, chyba byłam zbyt pewna siebie. Ta sytuacja nauczyła mnie pokory.

 Ponura część postu zakończona, czas na pozytywy tej sytuacji. Praktycznie za tydzień moja stopa stanie na jakże urokliwej - szkockiej ziemi! Przywitam jej największe miasto - Glasgow. Tak, kolejny wyjazd jako Au Pair. Jestem ogromnie podekscytowana na myśl o podróżach po tym pięknym kraju! I oczywiście zestresowana na myśl o opiece nad 3 dzieci. Chyba jestem szalona! Ale czego się nie robi dla podróży?


 Wiem jedno. Nie będę już nic obiecywać, podawać dokładnych dat, wybiegających w przyszłość. One za bardzo ranią, gdy się nie spełnią.


Co do USA - nie wiem, czy wyjadę w 2016, ale nie poddam się i będę próbować ze wszystkich sił!


Ostatnio słucham tego albumu nałogowo, cudo!

Oddycham


Trzymajcie się!

niedziela, 12 lipca 2015

APW - UK

Obiecałam,że napiszę osobny post o APW i UK, także dziś chcę się z tego wywiązać.

APW - Au Pair World -  miejsce, gdzie możecie sobie sami szukać rodziny z kraju jakiego tylko chcecie. Podobna strona to Aupair.com.

 Rodziny zaczęłam szukać spontanicznie, zaraz po skype z 1szą rodziną z USA, który wyszedł tragicznie. W tych 'agencjach' jest o tyle dobrze, że  samemu również możesz szukać sobie host family, nie czekając aż to ona odezwie się do Ciebie. Jako cel wyznaczyłam sobie UK albo Irlandię. Miałam kontakt z kilkoma rodzinami, podświadomie pisałam do rodzin polskojęzycznych, co pewnie można traktować jako mój błąd. I tak też trafiłam do dwujęzycznej polsko-brytyjskiej HF.

 W 2 tyg. od poznania rodziny byłam już w UK. W Anglii au pair nie odprowadza żadnych podatków, nie trzeba się nigdzie rejestrować po przylocie, nie wiem jak jest w innych krajach. Kupiłam jedynie 'kartę euro 26'.
 Co do spraw przylotu - kwestia dogadania z rodziną. Jedna może zwrócić koszy za bilet, albo częściowo je pokryć, inna nie będzie się tym interesować.  Co do kieszonkowego - minimum 60f tygodniowo (jak chcecie poszaleć i pozwiedzać to nie piszcie się na taką wypłatę), ale znam au pair, które dostają 150f lub nawet 400! Dużo zależy od zamożności rodziny i powinno zależeć od godzin pracy!


 Mieszkam teraz w okolicach Londynu od 16.05, 21.07 ( 9 dni <3 ) wracam do Polski na 'wakacje' i w połowie sierpnia z powrotem witam Anglię. Będę tutaj do ok. końca września/początku października. Dużo zależy od nowej au pair rodziny i mojej rodziny amerykańskiej (której ciągle brak - to tak dla zainteresowanych).  Bardzo bym chciała wylecieć w październiku, aby zobaczyć w Stanach Halloween..


W następnym poście pokażę uroki Wielkiej Brytanii !



czwartek, 28 maja 2015

#2


Po ostatnim matchu zmieniłam datę wyjazdu na 2.11, ale powróciłam przedwczoraj do 31.08.


Portland, Oregon

Miasto piękne, no ale.. - matka to Polka. Niby nic złego, ale jestem obecnie au pair w UK, gdzie mam własnie taką mieszaną rodzinę i mówię po polsku cały czas! A  jednak wyjeżdżamy po to, by uczyć się języka, prawda?

Host  dad - scientist
Host mum -  physician
Host kid - 3 years old boy - w opisie ma 2 latka, więc nie wiem ile dokładnie..

Napisali o sobie bardzo mało. Praca 40 -45h tyg. od 6:30 do ok. 17:30, w tym od 8:30 do 12:30 mały jest w szkole. Ojciec jest Żydem.  Nie napisali jeszcze maila, mimo że sa na profilu ok. 14h. No nic, zobaczę co będzie dalej. Pierwsze wrażenie - na pewno to nie PM.



Co do au pair w UK - jestem tutaj z APW. Więcej informacji na pm, na pewno pomogę, jeśli miałby ktoś pytania :) Może zrobię osobny post dotyczący tej kwestii, jeśli będzie zainteresowanie. Mogę powiedzieć, że Anglia jest piękna! Ale dobija mnie architektura. Malutkie pokoje, wszystko z cegieł.  Przytulne mieszkania, ale przytłaczające wielkością.



Edit: To chyba była rodzinka widmo (?). Bez słowa przywitania ani pożegnania zeszli mi z profilu.

piątek, 24 kwietnia 2015

#1

 Dokładnie 2 miesiące i 5 dni zajęło zlitowanie się nad mym pustym roomem pewnej rodzinie z.. New City, NY!

Rozpłakałam się, serio. Szybki sms  do Kasi, mamy, post na grupie i.. no właśnie, sprawdzenie kim w ogóle są moi wybawiciele? I w tym momencie ekscytacja minęła.

Rodzina z New City, NY - 30mil do Manhattanu

Host dadCulinary Instructor/Business Owner 
Host mum - Art Director/Designer

Dzieci - 11 lat chłopiec i 9 lat dziewczynka

No zdziwiłam się widząc wiek dzieci, bo doświadczenie mam jedynie z grupą poniżej 6 lat. 

Byłabym 11 au pair w ciągu 10 lat (czyżby rematche? ;o)

Przeraziłam się czytając ich 'mail' na stronie APC. Z tego co czytałam chłopak jest niekiedy bezczelny (przynajmniej są szczerzy!), za to ze swoją siostrą są indywidualistami. 

Godzine po tym, gdy weszli mi na profil dostałam od nich maila. Poprosili, abym przeczytała ich opis ze strony APC i skontaktowała się w celu ustalenie dnia i godziny skype.

Nie, to nie będzie PM, ale porozmawiam z nimi w celu sprawdzenia stopnia swego kalectwa 'inglisza'. 


W międzyczasie ciszy mój profil miał chyba wszystkie możliwe daty wylotu. Od 3.08 do 22.06. Jednak przedwczoraj znów zmieniłam datę na 3.08, bo uzmysłowiłam sobie (brawo),że wylatując tak wcześnie nie zdążyłabym pozałatwiać wszystkich lekarzy itp. No i proszę, dzień po zmianie (średnio, ale jednak) miła niespodzianka :)

Mam nadzieję,że teraz rozkręci się na profilu moim i Kaśki, bo jak dotąd można się było załamać.

Niedługo postaram się napisać o rozmowie z tą rodziną, zobaczymy co z tego wyjdzie :)


Edit 1.
Czytam ich maila drugi raz. Szczerze, teraz patrzę na to inaczej, przychylniej, więc nie wiem co to będzie jutro. Rozmowę mam o 15:00 aaa!

Edit 2.
No i stało się. Rozmowa trwała ok 10 min. Na początku nie rozumiałam praktycznie nic. Potem więcej, ale za to nie potrafiłam powiedzieć choćby 1 zdania poprawnie. W głowie 1000 myśli. Komentarz zdziwionej hostki - to moja najkrótsza rozmowa.  Nie wiem co sobie myślałam, przygotowałam w myślach kilka pytań, ale nawet ich nie zadałam z nerwów. Napisałam im maila z przeprosinami. Po 5 min od rozmowy zeszli mi z profilu. Wstyd mi, chyba najbardziej przed samą sobą.




wtorek, 3 marca 2015

Your Application has been Approved!

 Tak! Od 19.02 ( a właściwie od 18.02 czasu amerykańskiego :) ) oficjalnie jestem posiadaczką roomu w APC. Pozytywnie mnie to zaskoczyło, teoretycznie w tym samym dniu zaakceptowały mnie obie agencje - polska i APC, co chyba nie najczęściej się zdarza. Czas na małe podsumowanie czasowe:


28.01 - zgłoszenie się do programu
29.01 - wypełnienie ankiety, pierwszy telefon z biura gawo
30.01 - podpisanie umowy, wpłata pierwszej raty, dostęp do roomu APC oraz dokumentów
8.02 - interview w Białymstoku
12.02 - wysłanie do sprawdzenia dla GAWO au pair roomu, wysłanie dokumentów pocztą zwykłą
(13.02 - 16.02 urlop konsultantki, więc czekałam prawie tydzień na zaakceptowanie)
18.02 - potwierdzenie referencji*,  zaakceptowanie profilu przez polską agencję, wysłanie aplikacji                  do APC, wypełnienie testu osobowości (poznałam swoje drugie 'ja' haha)
19.02 (18.02 w USA) - zaakceptowanie profilu przez APC!

*Ciekawostka jest taka, że dzwonili do osoby, która napisała mi referencje charakteru!

Moje wrażenia? - masa nerwów ze zdjęciami, referencjami. Najgorzej wspominam wizytę u lekarki. Stwierdziła ,że nie jest kompetentna (?!), by mi to uzupełnić, powinnam iść do psychologa, ewentualnie mam sobie zmienić lekarza(!), bo ze mną dyskutować nie będzie... Trzasnęłam drzwiami na 'do widzenia', z nerwów zwyzywałam na korytarzu (przepraszam osoby, które to słyszały!!) i za jej własną namową zmieniłam lekarkę, która bezproblemowo mi uzupełniła wszystko i jeszcze życzyła powodzenia!

 Jeśli mogę komuś tym pomóc,  to radzę od razu uzupełnić wam ten formularz medyczny, zostawić jedynie do uzupełnienia to, co faktycznie tylko i wyłącznie lekarz może wpisać (np. jak ocenia ogólny stan zdrowia).  Nie mówcie też, że wyjeżdżacie do pracy, ale na wymianę międzynarodową, gdzie przy okazji będziecie się zajmować dziećmi. To pomaga, serio!


 Jak na razie na profilu kompletna cisza. Lekki stres jest, jednak najbardziej czeka się na tą pierwszą rozmowę, żeby zobaczyć jak to jest, posmakować tego uczucia.
 Pierwszą możliwa datę wylotu ustaliłam na 3.08, czyli równo za 5 miesięcy. Zastanawiam się jednak, czy nie zmienić daty na połowę lipca?

 Jeśli macie jakieś pytania, rady to proszę o komentarze, postaram się pomóc.
Do usłyszenia wkrótce :)



Nie jest to mój ulubiony gatunek muzyczny, ale przekaz jest jak najbardziej motywujący :)

Niedługo postaram się zmienić wygląd bloga, coś mi w nim nie gra.


wtorek, 24 lutego 2015

Interview

  Interview wspominam całkiem miło. Byłam umówiona w Białymstoku w kawiarence na 13:00. Dotarłam tam z 40 min wyprzedzeniem, więc jak głupia błąkałam się po pobliskich uliczkach, aby w końcu 5 min przed spotkaniem stwierdzić, że dana kawiarnia zostanie otwarta o 13:30! Szybki sms do koordynatorki, zmiana miejsca, a że ja nieogarnięta w tym mieście, to musiałam zaczekać na nią, żeby razem pójść we wskazaną przez nią kawiarnie. Swoją drogą byłam w takim miejscu po raz pierwszy, wszystko pięknie, ładnie, ale wypiłam tam swoją najdroższą herbatę w życiu. Zastanawiam się, czy nie dopisać tego rachunku do ogólnego kosztorysu?
  Koordynatorka okazała się starsza ode mnie jedynie o 2 lata. Bardzo miła i co ważniejsze - pomocna! Zawsze tłumaczyła, gdy czegoś nie zrozumiałam, pomagała rozbudowywać zdania. Taka ciekawostka -  nie była nigdy au pair, jedynie przeprowadza 'wywiad'.
   Na początku zadawała standardowe pytania, kilkanaście na 'tak i nie', reszta (15-20?) opisowa. Większość, o ile nie wszystkie pytania, które usłyszałam, znalazłam wcześniej na innych blogach. Nie było pytania, które mnie zaskoczyło.
 
Np.
 - Czy mam doświadczenie z dziećmi?
- Co bym zrobiła,gdyby dzieciaki kłóciłyby się o 1 zabawkę?
- Jak wyobrażam sobie zwykły dzień w USA?
- Co zrobię, jak dopadnie mnie homesick?

Potem miałam przeczytać jakiś krotki wierszyk, bez składu i ładu. Dobra, czytam więc w myślach, myśląc, że będę go musiała potem omówić. A tu niespodzianka - miałam jedynie przeczytać to na głos. :)

 Wszystko zajęło nam jakieś 40 min. Także bez stresu!


 Sorki za interpunkcję i ogólną kompozycję itp, ale piszę w pośpiechu, bo mam w planach opublikować dziś  post podsumowujący robotę papierkową i 'ramę czasową'. 

czwartek, 5 lutego 2015

Pierwsze kroki.

   Cześć!

 Bloga założyłam, aby pomóc przyszłym au pair w podjęciu decyzji, czy procesie aplikowania, w którym na dzień dzisiejszy sama uczestniczę. Dodatkowo, będzie to mój pewnego rodzaju pamiętnik.  Tak czy inaczej zapraszam! :)

 Zacznę może od początku. O programie au pair dowiedziałam się dość przypadkowo w sierpniu 2014r, szukając pracy w Stanach (genialny plan, gorzej z wykonaniem). Po przeczytaniu oferty wiedziałam, że to moja szansa na spełnienie marzeń! Zaczęłam więc szukać co nieco więcej informacji o agencjach w Polsce. Napisałam do 3 i właśnie ta trzecia okazała się moją najlepszą - Gawo. Bardzo miłe konsultantki, świetny kontakt (odpowiedź na wiadomość otrzymuję średnio po 10 minutach, oczywiście w godzinach pracy biura, w innych agencjach trwało to co najmniej kilka godzin a nawet dni). Wyczerpująca odpowiedź, nawet na najgłupsze pytania, Pani Agata bardzo wyrozumiała, miła i pomocna. A to wszystko za najniższą cenę z pośród polskich agencji - 750 zł, 650 zł, jeśli odeślesz dokumenty w ciągu 2 tyg. od rozmowy telefonicznej, lub 600 zł, jeśli planujemy aplikować razem z koleżanką (promocja).
  Zaczynamy od zarejestrowania się na stronie Gawo, w zamian otrzymujemy maila z potwierdzeniem rejestracji, oraz drugi wraz z ankietą zgłoszeniową, którą należy wypełnić i zeskanować, po czym wysłać mailem i czekać na telefon. Rozmowa jest bardzo przyjemna, bez żadnego stresu, kilka pytań po polsku, ale także po angielsku - czemu chcesz być au pair? jakie jest doświadczenie, co chcesz robić po programie itp. bez obaw, konsultantka mówi bardzo wyraźnie, każdy zrozumie :) 
 Następnym krokiem jest wpłacenie I raty oraz podpisanie umowy, którą dostaniemy w mailu. Trzeba wydrukować ją w 2 egzemplarzach, zeskanować, wysłać mailem, po czym  pocztą zwykłą na adres w niej podany (1 z nich dostaje się z powrotem, z pieczątką i podpisem).  Po zaksięgowaniu wpłaty (wystarczy wysłać mailem potwierdzenie przelewu) otrzymujemy 6 (!) wiadomości. Dokumenty z APC i IE (najlepiej wypełniać 2 jednocześnie, bo mogą w Ameryce z jakiegoś powodu nas nie zaakceptować), i różne porady. Wybieramy 1 z agencji, osobiście wybrałam APC, które poleciła mi konsultantka. I w tym momencie zaczyna się wyścig z czasem. Kompletujemy wszystkie potrzebne dokumenty. Polecam najpierw dogadać się z osobami, które uzupełnią nam referencje, aby potem nie było niejasności, jak w przypadku mojego wolontariatu w przedszkolu... ( boją się uzupełniać takie papiery...). Zawczasu przespacerujcie się po zaświadczenie o niekaralności i międzynarodowe prawo jazdy, sprawdźcie, czy paszport jest ważny, albo wyróbcie go przed aplikowaniem, bo sam proces związany z nim trwa nawet miesiąc.. a tylko ( i aż) 30 dni mamy na uzupełnienie aplikacji w gawo). 
 Jak na razie uzupełniłam większość informacji w roomie,  czekam na rozwój akcji w przedszkolu bo bez tego stoję w miejscu, nie mam żadnych filmików ani zdjęć z dziećmi, liczę nadal na przedszkole.. Mam nadzieję,że się nie przeliczę. 

Jak już o liczeniu zaczęłam, to może i skończę podsumowując poniesione na dzień dzisiejszy koszty:
*I rata - 350 zł
*międzynarodowe prawo jazdy - 35 zł
*zaświadczenie o niekaralności - 30 zł
*drukowanie, skanowanie na mieście - 10 zł + tusz i prąd z domowej drukarki ;)
*paszport - 70 zł (140, jeśli się nie uczycie)
*dojazdy do Białegostoku - 34 zł
+
- prawo jazdy, które specjalnie na tą okazję wyrobiłam:
*kurs - 1300 zł (najtańszy w moim mieście) 
*badania lekarskie - 200 zł (&#^@*!!!)
*teoria - 70 zł
*praktyka - 140 zł
*dojazdy - 65 zł
=
Szaleństwo! Ponad 2400 zł w 3 miesiące, a to jeszcze nie koniec! 

Tym mało optymistycznym podsumowaniem kończę post. Następny będzie podsumowujący papierkową robotę, a także interview.

PS. pozdrawiam nieogarniętą Kaśkę  :)
 Jako, że jest to mój pierwszy post a zarazem blog, za wszystkie komentarze, opinie, czy wskazówki będę bardzo wdzięczna.




 Jakie to życiowe! - pomyślała sprawdzając stan konta ;)